Spokojnie, to nie kryzys egzystencjonalny. Czysto rzeczowe pytanie, bez emocji. Zaczęło się od kilku pobocznych projektów i związanych z nimi papierkami. Bardzo miły pan, podsunął mi pod nos formularz, wszystko szło gładko dopóki nie doszłam do podpunktu: wykonywany zawód. Ups… Poczułam zgrzytanie trybików, wskazówka ciśnienia zaczęła niebezpiecznie wychylać się na czerwone pole a moje „rozsądne ja” podśmiewało się po cichutku szydząc z mojego nieprzygotowania. No bo kurcze w sumie to kim ja jestem? Właściciel firmy, prezes (hahah musiałam)- nie bardzo. Wcześniej się nie zastanawiałam, nie próbowałam szufladkować, po prostu robiłam swoje i trwałam w błogiej nieświadomości 😊 Zapytana mówiłam o radości z tworzenia, o fajnych wyzwaniach, spełnieniu ale nigdy nie próbowałam nazwać miejsca w jakie zawitała moja kariera. A tu nagle takie kwiatki… na szczęście miły pan popatrzył, kiwnął ze zrozumieniem głową i postawił check przy pozycji „artysta”. Od tamtego czasu nadal nie wiem 😊 czy można być wszystkim po trochu? Ostatnio patrząc na kierunek w jakim zmierza Pracownia, mogę śmiało stwierdzić, że tak. Stałam się po trochu rzemieślnikiem (chociaż nie wykwalifikowanym), wyrobnikiem, projektantem, fotografem, szalonym naukowcem i w dużej mierze właśnie artystą. To nie tak, że mi jakoś potrzebna do szczęścia jest definicja, po prostu miło wiedzieć, że osoba stojąca z boku, widzi moją pracę jako sztukę. To cholernie motywujące. Warto dopieszczać projekty, nadawać im indywidualnego charakteru Zielona XL  A Wy co myślicie? Z powyższymi myślami, wypoczęta pourlopowo i nakręcona pomysłami wzięłam się za pracę. W Pracowni satysfakcja pomieszana z gonitwą pomysłów- tworzy mieszankę wybuchową. Stąd zupełnie nowe modele XS  😊 a za chwilkę więcej nowości.

 

Życzę Wam kreatywnego wieczoru. Niech się dzieje!

Partasza